Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Strefa muzyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Strefa muzyki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 grudnia 2011

Sina mali, sina deni. Jadę, gdzie chcę.

Gdy słucham Khadji Nin - Sina mali, sina deni - zaczynam czuć powiew (potrzebę) wolności - zwłaszcza, gdy dochodzi do śpiewająco wykrzyczanych słów "I am free!".
W sensie wyjechania daleko, gdzie ludzie nie są skrępowani cywilizacją, popodróżowania samopas, pościgania się z wiatrem, zbratania z lokalsami i poczucia na sobie promieni innego słońca.

Tytuł oznacza "bez pieniędzy, bez długów". W podróż całkowicie bez pieniędzy nie wyruszę, więc tłumaczę to sobie "bez kredytów, bez długów" lub "jadę, gdzie chcę".
I przychodzi ochota odpalenia google maps...




czwartek, 8 grudnia 2011

Z lekka afirmacyjnie. z Jandą

Dziś mnie kolega z zaskoczenia pyta: "Czy jesteś zadowolona z życia?"
"Dlaczego pytasz?" - przeciągam udzielenie odpowiedzi.
Bo szukam kogoś, kto odpowie "tak" - odparł.

I tak sobie pomyślałam, że odpowiedź zależy nie od jakości życia, ale od momentu zadania pytania (np. ilości wypitego wina, współtowarzyszy chwili, nastroju, czy pory dnia). Po prostu.

Stwarzając dobry moment, polecam Krystynę Jandę i "Jest fantastycznie".





niedziela, 23 października 2011

Jesteś moją siostrą

Twórczość Antony and the Johnsons dotyka mnie magią.
Melancholijna muzyka (dla niektórych dołująca), charyzmatyczny wokalista uroczy w swej odmienności.
Nostalgiczne teksty o poszukiwaniu siebie, w których Antosia przekazuje swoje rozdarcie między pierwiastkiem męskim, a żeńskim - co też przejawia się w jego wyglądzie, którym zaskakuje. Usłyszeć ich na żywo - marzenie.

I nagle wiadomość. Nova Scena przy Teatrze Roma wystawia spektakl oparty o piosenki Antony and the Johnsons (reż. Dariusz Siastacz). Co więcej - piosenki mają być śpiewane po polsku przez dwóch braci - aktorów (Paweł i Piotr Kamińscy).


Będzię hardkor - pomyślałam. Nie da się skopiować Antosi. Na pewno wyłożą się muzycznie. A do tego spektakl ma być o tym, że w jednym człowieku tkwi pierwiastek męski i żeński, które poszukują się nawzajem. Na bank po scenie będą paradować przerysowani transwestyci.

No i poszłam.

Pusta scena.
Na podwyższeniu trzy muzyczki w strojnych sukniach z makijażami a'la maski weneckie.
"Czyli miałam rację. Będzie przepych, szał strojów, nadrabianie obrazem" - pomyślałam.

I nagle na scenę wkracza dwóch aktorów. Jeden w białej, drugi w czarnej koszuli. W kontrze do zespołu - bardzo ascetycznie, boso, bez rekwizytów.
Podobni do siebie (w końcu bracia).
Jak jedna osoba w dwóch odsłonach.



Tańczą.
Widzę każdy tańczący ich mięsień, świadome ciała, pulsujące ruchy, świetną grę niedotykających się niemal ciał.
Choreografia urzekająca współistnienie w tańcu lub walka męskiego i żeńskiego pierwiastka.
Rozdwojenia świadomości, uczuć, przekonań, które to rozdwojenie w mniejszym lub większym stopniu tkwi w każdym człowieku.
Takie rozdwojenie może przyjmować różne formy, nie tylko męskie i żeńskie -  ale dobro i zło, serce i rozum, stateczność i szaleństwo.

Widziałam na scenie człowieka, który odkrywa siebie, dziwi się sobie sobie, walczy z wewnętrznymi namiętnościami, ginie pod nimi, a potem odradza się i pędzi za marzeniami.

Pod względem muzycznym było poprawnie. Był obój, akordeon i wiolonczela. Zabrakło mi fortepianu - w końcu to podstawowy instrument Antony'ego. Magii głosu i głębi muzyki Antony'ego nikt nie powieli i na to byłam przygotowana, choć głosy aktorów mocne, dziewczyny grały też OK. Jednak co oryginał to oryginał.

Za jedno mam mały żal - do repertuaru nie wciągnęli mojego ulubionego "Fistfull of love".

Zakończyło się jednak pozytywnie, wyśpiewanymi słowami z piosenki "You are my sister":
"May all of your dreams come true
I want this for you
They're gonna come true".
(oczywiście po polsku)

I niech tak będzie. Amen:)

A czy warto pójść? Tak, warto!:) Był bis i oklaski na stojąco.
O ile sztuka była na poważnie, to bis z humorem i podskokami w dziecięcym, radosnym stylu.

Na koniec "Jesteś moją siostrą" w wersji oryginalnej,





piątek, 21 października 2011

Odkryłam Kúrę

Dziś znalazłam Kurę, prosto ze Skandynawii.
Plumka elektronicznie od rana.
Wystarczyło kilka dźwięków, a już wiedziałam, że to gdzieś z rejonów The Knife Kura ta pochodzi.
Google niewiele mówią. Więcej profil na Facebook, czy Myspace.

Kúra to elektroniczny projekt prosto z Rejkjawiku. Syntezatory i przyjemny wokal. Nazywam to elektroniką kameralną. Ascetyczna głębia. Idealna do kawy lub wina.

Świeżynka nagrała na razie cztery utwory (plus ich remixy).
Na początku przyszłego roku wychodzi płyta.
Nie jestem ekspertem od muzyki elektronicznej, ale ta Kura naprawdę daje radę.

The Knife olewa świat koncertowo, to może Kúra zawita do Polandii.
I zmusiła mnie do reaktywacji bloga.

A oto utwór, dzięki któremu zapoznałam się dziś z Kúrą:





wtorek, 13 lipca 2010

Znowu po bałkańsku

Słuchajcie zakleństw:


Bijelo dugme - Evo, zaklecu se

Ej nosite ovu pjesmu zadnji out
u jednu ulicu kraj rijeke
zauvijek zabranjenu
samo za moje korake
ej kada bi neko granu masline
na jedna vrata odnio
vrata sto sam zauvijek
davno davno zatvorio

evo zaklet cu se ja pred svima
svim na svijetu
i svime sto imam
da je nikad nisam htio
da je nisam volio
i da ne bolujem
pred svima se zaklinjem
pred svima
al pred Bogom ne smijem
pjesma uvijek mirise na uspomene
recite joj da katkad pita za mene


--------------------------------------------

Znowu mnie wzięło na Bałkany. 
A kiedy wreszcie "odweźmie", to wystarczy, że włączę "Ewę" Białego Guzika i ponownie jestem w bałkańskim klimacie.

I wtedy wyginam wyobraźnię, naginam język, bo za nic nie rozumiem o czym śpiewają.

Pojadę na Bałkany.
(i jeszcze na Krym, nad Świteź, do Petersburga i na Syberię... ale to już inny temat na inny wątek).

A teraz - słuchajcie zakleństw!

środa, 31 marca 2010

Po węgiersku

Egy lány is vár, s egy éjszakán
Rémülten néz reám
Megérti majd, hiába titkolom
Hogy én egy más világhoz tartozom

Brzmi jak zaklęcie z zakurzonej, starej księgi odkrytej na jeszcze bardziej zakurzonym strychu.

W momencie otwierania księgi, kurz znika, a uwalniają się dźwięki. I choć nic z tych słów nie rozumiem, to zostaję omamiona.

Omega.

Jeden z ulubionych zespołów mojego taty - to dlatego mam ich całą dyskografię. Leży jednak gdzieś w czeluściach szuflad. Ajjj... Odkurzę za parę dni, by sobie święta urozmaicić;)

A dlaczego to piszę? Dziś przypomniały mi bowiem o sobie dwa utwory: Finale i Egi Vandor.
Po węgiersku nic nie rozumiem. A zawsze lubię wiedzieć, o czym śpiewa ten, kogo słucham. Tutaj mi wszystko jedno. Za każdym razem tworzę sobie nową interpretację.
Warunki temu sprzyjają.



środa, 20 sierpnia 2008

Odnaleziony "Teatr"

I znalazłam…

W 1997 roku po raz pierwszy usłyszałam ją na XXXIV Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. I nie wiem, czy bardziej zauroczył mnie tekst, tytuł, czy wykonanie.
Mowa o piosence "Teatr", którą Dominika Kurdziel (co za emocja i ekspresja w głosie!) wygrała w Opolu nagrodę im. Anny Jantar.

Od tamtego czasu pamięć co jakiś czas podśpiewywała zapamiętaną frazę: "ja będę udawała, że Cię wcale nie znam. A Ty rozbawiony do łez będziesz bawił się w teatr" i przywoływała obraz Dominiki przy fortepianie, ekspresyjnie wydobywającą dźwięki.

Udało mi się ją odnaleźć w czeluściach internetu i umieścić na wrzuta.pl Niech będzie dostępna dla ludu:)
Oczywiście umieszczam plik, jak i tekst:

Dominika Kurdziel - Teatr

Słuchając tego utworu przypominam sobie siebie w teatralnym formach. Wiem, że kiedyś wrócę do grania..warsztatów..może spektakli:) Póki co chłonę teatr od strony widza.

Wyjdziemy rano na ulicę
zabawimy się w teatr
Zagramy na pół rozumu
i nad śmierci grą
Zagramy mały spektal
na cztery ręce i pół rozumu
I zaczniesz patrzyć na mnie
jak na czubki własnych butów

Ja będę udawała
że Cię wcale nie znam
że Cię wcale nie znam
a Ty rozbawiony do łez
będziesz bawił się w teatr

Tu wszystko jest grą
na scenie Ty i ja
statyści barwne mrówki
a życie to show nasz
kostiumy potargane
od makijażu puchnie twarz
reflektor się spalił
lecz show musi trwać

Ja będę udawała
że Cię wcale nie znam
że Cię wcale nie znam
a Ty rozbawiony do łez
będziesz bawił się w teatr

Zachłyśniesz się sceną
potokiem wielkich braw
oklaskami - choć fałszywe
kobietami - choć nie ja
scenariuszem - choć go nie ma
reżyserką famme fatale
będziesz błąkał się po scenie
i zostaniesz sam

Może wreszcie zobaczysz
że mnie już wcale nie ma
mnie w ogóle nie ma
i może wreszcie pojmiesz
że to tylko TEATR

Ja będę udawała
że Cię wcale nie znam
że Cię wcale nie znam
a Ty rozbawiony do łez
będziesz bawił się w teatr


czwartek, 14 sierpnia 2008

Z Erykah i Stephenem przy kawie ince

Melancholią ostatnio nastrajam wieczory. Zapraszam Erykah Badu i Stephena Marleya, rozsiadają się w głośnikach, a ja przygotowuję kawę. Ląduję na kanapie (mam już dużą i wygodną) i....ach..
A gdy kończą karmić mnie muzyką, proszę o dokładkę.
Niesamowita uczta:
Erykah Badu & Stephen Marley - In Love With You

niedziela, 3 sierpnia 2008

Muzyczne uwiedzenie

Chłonę dźwięki, delektuję, degustuję.

Smakowicie urzeka kombinacja niebanalnego, romantycznego elektro popu, elektroniki przełamywanej dźwiękiem fletu i trąbki, dosmakowana urzekającym głosem wokalistki.

To
Lykke Li, szwedzka piosenkarka. Nowy album Youth Novels rozgościł na mojej playliście, choć prawdę mówiąc nie wszystkich utworów słucham z tą samą satysfakcją. Na repeating zasługuje Everybody but me, Little bit, Melodies&desires, I'm good i'm gone, Breaking it up, Dance, dance, dance.
Elektronika, akustyka i rozkoszny głos energetyzują relaksując.
Wyczuwalna inspiracja Bjork, Bat for Lashes, czy Feist, ale nie kopia, bo Lyke tworzy własny elegancko-zadziorny styl. Po raz kolejny robię ukłon w stronę skandynawskiej muzyki. Mam nadzieję, że to nie będzie wokalistka jednego albumu.


Dałam się uwieść. I dobrze mi z tym.

A poniżej jeden z moich typów:
Lykke Li- Everybody but me